Stałym pytaniem uczniów Szkoły Marzeń jestem „atakowana” prawie codziennie – może byśmy jakiś wybuch, proszę pani, zrobili?
Niezmiennie odpowiadam, że wybuchy to raczej nie jest moja specjalność 🫣 nie lubię ich i nie znajduję radości w prezentowaniu 🧑🔬
Ale w grudniu, w czasie przedświątecznym, gdy marzenia są tak blisko spełnienia, że nawet zwierzęta ludzkim głosem zaczynają mówić…wtedy i uparta chemiczka mięknie i pozwala dzieciom wybuchu doświadczyć 😉
Było pięknie, kolorowo, wybuchowo i z efektem wow, czyli okrzykiem przy każdym stole laboratoryjnym – proszę pani mamy potop!!!
W ten o to sposób doświadczyliśmy chemicznych wulkanów 💥 🌋🗻


















